Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Galeria książki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Galeria książki. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 14 października 2014

29. "Syn Neptuna" - Rick Riordan

Tytuł: "Syn Neptuna"
Autor: Rick Riordan
Wydawnictwo: Galeria książki
Liczba stron: 480
Data zakończenia czytania: 22.06.2014 r.
Ocena: 7/10




Percy Jackson nie pamięta niczego. Budzi się z długiego snu, nie wiedząc, kim jest ani jak się tu znalazł. Wyszkolony przez wilczycę Lupę wyrusza do Obozu Jupiter, siedziby rzymskich herosów, gdzie panują rygor i dyscyplina. Tam poznaje Hazel i Franka, z którymi niedługo później zostaje wysłany na ważną misję. Jedyną rzeczą, o której pamięta i która podtrzymuje go przy życiu jest imię – Annabeth.

Pierwsza część drugiego cyklu Ricka Riordana „Zagubiony heros” wywarła na mnie naprawdę pozytywne wrażenie i pozostawiła w pełnym ekscytacji oczekiwaniu na kontynuację. Jednak, gdy tylko zaczęłam czytać „Syna Neptuna”, zobaczyłam sporo różnic pomiędzy jego poprzednimi książkami a tą. Niestety, ale głównie na niekorzyść.

„Wojna to obowiązek. Jedyny prawdziwy wybór to zaakceptować to lub nie i wiedzieć, o co się walczy.”

Obóz Jupiter znacząco różni się od znanego nam z poprzednich części Obozu Herosów. Ma zupełnie inną organizację i jest kompletnie podporządkowany wojsku. Ciężko się dziwić, w końcu Rzymianie słynęli właśnie ze swojej doskonałej armii, jednak sprawia to też, że Obóz Jupiter wydaje nam się bardzo zimnym i niegościnnym miejscem. Jest opisany dobrze, bardzo poprawnie, ale nie budzi w czytelniku zbyt wiele ciekawości, raczej niechęć, brakuje mu tego czegoś, co sprawia, że miejsce staje się dla nas interesujące. Być może taki był właśnie zamysł autora, ale jak Obóz Herosów zawsze darzyłam wielką sympatią i chciałam tam zamieszkać, tak Obóz Jupiter jest dla mnie właściwie bezbarwny. Mam również wrażenie, że cała książka ma zupełnie inny charakter niż poprzedniczki – bardziej szorstki, wojskowy i ciężko mi uznać to za wadę, ale nie można zaprzeczyć, że taki klimat często nie sprzyjał lekkiej, odprężającej lekturze.

Bardzo cieszy natomiast obecność Percy’ego. Możecie mi wierzyć lub nie, ale brakowało mi go trochę w „Zagubionym herosie” i cieszę się, że w tej części znów do nas powrócił. Podoba mi się sposób, w jaki Riordan rozwinął i nadal rozwija tę postać, z każdą kolejna książką Jackson staje się coraz dojrzalszym i coraz bardziej rozbudowanym bohaterem, a ja mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że już dawno zdobył moją sympatię, która wciąż rośnie. Nowi bohaterowie, Hazel i Frank, są może trochę lepiej wykreowani niż, np. Jason, ale czegoś mi w nich zabrakło i nie wzbudzili we mnie żadnych szczególnych uczuć, miałam też wrażenie, że sami również się nimi nie darzą. Między trójką z poprzedniej części wyraźnie było czuć więź, a tutaj miałam wrażenie, że choć sami bohaterowie twierdzą inaczej, to tak naprawdę są sobie obojętni. Spory minus.

„W śmierci nie ma miejsca na sprawiedliwość.”

Riordan zawsze słynął z wartkiej akcji i genialnego poczucia humoru, dlatego właśnie jego książki zawsze były takie sympatyczne i przyjemne w czytaniu. Ale tym razem miałam wrażenie, że coś się popsuło… Początek powieści bardzo się wlekł, Obóz nie był zbyt interesująco przedstawiony i właściwie nie działo się nic szczególnego. Co prawda, później następuje poprawa i autor wraca do swojego zwyczajowego trybu, ale ten początek trochę dał mi się we znaki i trochę mnie zniechęcił do dalszego czytania. Całe szczęście, że Riordan pamięta jeszcze, jaką mitologię lubię, dzięki czemu udało mu się mnie udobruchać. Z humorem bywało różnie, mam jednak wrażenie, że również ucierpiał i było go mniej niż kiedyś. Szkoda.

„Życie jest tak cenne tylko dlatego, że ma swój koniec, synu.”


Było jeszcze kilka drobnych mankamentów, ale całość wspominam całkiem dobrze. Poziom wyraźnie się obniżył i nie ma co się tu oszukiwać, ale liczę na to, że to jedynie takie małe potknięcie w dorobku autora, a kolejne części będą już tylko lepsze. Ocena nie jest do końca obiektywna, została nieco zawyżona ze względu na moją wielką słabość do Riordana i mitologii, ale jeśli dalej tak pójdzie, to, niestety, ale będę musiała zacząć je radykalnie obniżać. Potrafię wiele wybaczyć, ale nigdy nie wybaczam przeciągania na siłę tego, co dawno powinno być już zakończone. Liczę na to, że Riordan nie popełni tego błędu, bo to po prostu smutne zepsuć tak dobry cykl nieudanymi kontynuacjami. Mam Cię na oku, drogi autorze.

sobota, 16 sierpnia 2014

23. "Zagubiony heros" - Rick Riordan

Tytuł: "Zagubiony heros"
Autor: Rick Riordan
Wydawnictwo: Galeria książki
Liczba stron: 520
Data zakończenia czytania: 19.05.2014 r.
Ocena: 8/10



Pamięć często nas zawodzi, ale pewne podstawowe fakty pamięta każdy z nas. Każdy wie, jak się nazywa, gdzie aktualnie mieszka, jakie ma hobby i kto jest dla niego ważny. A wyobrażacie sobie to wszystko zapomnieć? Obudzić się w nieznanym Wam miejscu, trzymając za rękę obcą osobę, jadąc gdzieś, nie wiedząc po co?

Taki właśnie problem ma Jason. Budzi się w autobusie, trzymając za rękę obcą mu dziewczynę o imieniu Piper, która twierdzi, że są razem. Chłopak nie pamięta ani jej, ani podobno swojego najlepszego przyjaciela - Leo. Ale nie to jest najgorsze. Najgorsze jest to, że nie wie, kim sam jest. Piper prześladuje sen, dotyczący jej zaginionego przed kilkoma dniami ojca - sławnego aktora filmowego. Chorego na ADHD Leo prześladują wspomnienia przeszłości i strach przed własną nietypową umiejętnością. Cała trójka trafia do Obozu Herosów, ale wszystko okazuje się bardziej skomplikowane, niż się wcześniej wydawało...

„Podjąć musi siedmioro herosów wyzwanie,
Inaczej pastwą ognia lub burz świat się stanie.
Przysięga tchem ostatnim dochowana będzie
A wróg w zbrojnym rynsztunku u Wrót Śmierci siędzie.”

Zapewne wspominałam już, że mam niesamowitą słabość do książek pana Riordana podczas recenzji ostatniego tomu cyklu o Percym Jacksonie (TUTAJ). Kiedy dowiedziałam się, że napisał on kolejną serię, której akcja jest częściowo powiązana z pierwszą, wiedziałam, że po prostu muszę ją przeczytać. Spodziewałam się czegoś podobnego do jego poprzednich tekstów, a jednak znów udało mu się mnie zaskoczyć.

Riordan zaskakuje już chociażby samą formą - autor, który przyzwyczaił nas do niewiele ponad 300-stronicowych powieści pisanych w pierwszej osobie (z perspektywy Percy'ego), tym razem przerzucił się na pisanie w trzeciej osobie i zaserwował nam ponad 500-stronicową pozycję (z tego co podejrzałam, kolejne tomy są podobnej długości) z nowymi, jeszcze nam nieznanymi bohaterami. Jak mu wyszło? Pewnie nie pamiętacie, ale podczas recenzji "Ostatniego Olimpijczyka" narzekałam trochę na to, że książki Riordana są takie krótkie, bo dzięki lekkiemu językowi niejednokrotnie czytałam je na raz i czułam niedosyt, bo chciałam więcej i więcej. Najwidoczniej autor dosłyszał gdzieś moje błagania, bo tym razem napisał powieść na tyle długą, że kończąc ją, byłam w pełni usatysfakcjowana i nie czułam żadnych braków. Z pisaniem w trzeciej osobie również całkiem dobrze sobie poradził, uważam, że język wręcz na tym zyskał - stał bogatszy i jakby dojrzalszy. Myślę nawet, że ci, którzy wcześniej na niego narzekali, tym razem nie mieliby już ku temu powodów.

Nie podobało mi się jednak to, że Riordan tak niedokładnie przedstawił nam cały świat greckich bogów, jak i sam Obóz Herosów. Wydaje mi się, że założył on, iż wszyscy czytelnicy są już zaznajomieni z poprzednim cyklem, a to niedobrze, bo w ten sposób utrudniał odnalezienie się w książce osobom, które chciały zacząć właśnie od "Zagubionego herosa". Ostatecznie to przecież nowy cykl, powinien więc być jasny i czytelny dla wszystkich. Z tego względu, niestety, odradzam zaczynanie od tej książki - jeśli chcecie poznać prozę tego autora, to na początek weźcie lepiej "Złodzieja pioruna", tam wszystko jest dużo przejrzyściej wyjaśnione.

"- Miła jesteś. Ale piękność to również znalezienie własnego stylu, najbardziej naturalnego. Żeby być idealną pięknością, trzeba to czuć. Nie można starać się być kimś, kim się nie jest."

Nowy cykl, a więc i nowi bohaterowie. Tutaj autor poradził sobie dobrze, choć bez fajerwerków. Zdecydowanie najlepiej wypada Leo - to taki zabawny, pozytywny chłopak, aż ciężko go nie lubić. Nieco za nim jest Piper, którą również polubiłam, choć to w dużej mierze ze względu na to, że była jedyną dziewczyną w grupie (a ja takowe zawsze obdarzam sympatią) oraz ze względu na moją słabość do jej boskiego rodzica. Z nich wszystkich najgorszy jest Jason - postać kompletnie nijaka i zupełnie mi obojętna. Gdyby gdzieś tam po drodze umarł, pewnie nie zwróciłabym na to większej uwagi. Ale żeby być uczciwą, muszę przyznać, że autor świetnie pokazał więź łączącą tę trójkę. Od samego początku widać, że bardzo dobrze się dogadują, wspierają i po prostu do siebie pasują. Są bardzo zgraną grupą, aż przyjemnie mi się o nich czytało.

Ale zawsze tym, co najbardziej urzekało mnie w książkach Riordana, był stworzony przez niego świat - świat herosów, bogów, nadludzkich wyzwań i niesamowitych przygód! I pod tym względem "Zagubiony heros" w żadnym stopniu mnie nie zawiódł. Akcja pędzi na łeb, na szyję, a my pędzimy razem z nią, walcząc z potworami i starając się uwolnić uwięzioną boginię. A to wszystko doprawione dużą dawką humoru i świetnym zakończeniem. Po przeczytaniu ostatnich słów, miałam ochotę od razu zabrać się za następną część. To niesamowite, że mimo wszystko udało się wyciągnąć z tego świata jeszcze coś nowego i zaserwować to w taki przystępny sposób. Autor pomimo pewnych potknięć jak najbardziej utrzymuje poziom, a ja już nie mogę się doczekać kolejnych części.

"- Może rąbnę ich tylko raz, co?
- Nie.
- Pójdźmy na kompromis, dobra? Najpierw ich zabiję, a jeśli okaże się, że nie byli naszymi wrogami, przeproszę."


Nie muszę chyba wspominać, że dla wszystkich fanów Percy'ego Jacksona jest to pozycja obowiązkowa, prawda? Jak już wcześniej pisałam, lepiej ją czytać po lekturze poprzedniego cyklu. Każdego, kto jeszcze się z nim nie zapoznał, odsyłam do "Złodzieja pioruna", a pozostałych gorąco zachęcam do powrotu do Obozu Herosów. Wierzę, że nie będziecie zawiedzeni.
______________________________
Błagam, błagam o wybaczenie! Aż wstyd, nie dodałam żadnego postu przez cały miesiąc! Bardzo Was przepraszam, że tak to wszystko zaniedbałam, zwłaszcza, że zaniedbałam również komentowanie Waszych blogów. Przez ostatnie dwa tygodnie nie miałam dostępu do internetu - plażowałam sobie nad morzem. Wcześniej była u mnie przyjaciółka przez jakieś 10 dni, a wiecie, jak to jest, kiedy ma się gościa na głowie, nie ma się czasu na takie rzeczy jak pisanie recenzji, starałam się jednak w miarę możliwości przynajmniej komentować Wasze posty, ale wiem, że nie byłam w tym zbyt systematyczna i przepraszam za to. Miałam też małe zamieszanie, przez co nawet gdy miałam wolną chwilę, pisanie szło mi bardzo opornie. Ale teraz jest lepiej, a ja coś czuję, że wena do mnie wróciła, mam więc zamiar nadrobić wszelkie zaległości, których nagromadziło się naprawdę sporo. Ale co to dla mnie? :D

Pozdrawiam ciepło i mam nadzieję, że od teraz będę bardziej systematyczna. Chociaż trochę.

Nala

poniedziałek, 19 maja 2014

11. "Ostatni Olimpijczyk" - Rick Riordan

Tytuł: "Ostatni Olimpijczyk"
Autor: Rick Riordan
Wydawnictwo: Galeria książki
Liczba stron: 376
Data zakończenia czytania: 13.03.2014 r.
Ocena: 8/10




Czy kiedykolwiek czułeś, że jesteś inny od reszty? Przytrafiały Ci się dziwne, nieprzewidywalne, często niebezpieczne wydarzenia? Czy jeden z Twoich rodziców od zawsze był w Twoim życiu nieobecny, a Ty nigdy go nie poznałeś? Czy stwierdzono u Ciebie dysleksję albo ADHD? Jeśli na większość tych pytań odpowiedziałeś "tak"... strzeż się. Być może nic nie jest takie, jakie Ci się wydaje. I być może znaczysz więcej, niż kiedykolwiek mógłbyś przypuszczać.

Nie jest dobrze. Bogowie są zajęci walką z Tyfonem, a Olimp pozostaje bez obrony. Percy'emu i Beckendorfowi udało się wprawdzie zatopić Księżniczkę Andromedę, ale Kronos staje się coraz silniejszy, a do jego armii przyłącza się coraz więcej potworów i herosów. Jackson decyduje się kąpiel w Styksie, która zapewnia mu siłę równą Achillesowi, ale nie obejdzie się też bez słynnej achillesowej pięty. Herosi będą zmuszeni bronić Olimpu przed armią Kronosa. Jest ich niewiele, są zmęczeni i nie mają siły do walki, a na dodatek domek Aresa odmówił udziału w bitwie. Wiedzą też, że wśród nich znajduje się zdrajca. Jak mają wygrać, skoro są skazani tylko na siebie? Jakie zasadzki zastawi na nich Kronos? I o co chodzi z tą przepowiednią związaną z szesnastymi urodzinami Percy'ego?

To już piąty i ostatni tom bestsellerowego cyklu o Percym Jacksonie. Świadomość zbliżającego się końca napełniła mnie smutkiem. Spędziłam z książkami pana Riordana tyle wspaniałych chwil - razem z bohaterami śmiałam się, walczyłam z potworami, rozwiązywałam zagadki i zagłębiałam się w zawiłości greckiej mitologii. Pokochałam jego prosty, ale za to bardzo wciągający język, jego zaraźliwe poczucie humoru i to, jak z przymrużeniem oka pokazywał nam nowe oblicza starych jak świat bóstw. Autor z każdym kolejnym tomem uzmysławia mi, że wcale nie znam mitów tak dobrze, jak mi się wydawało, ale robi to tak subtelnie i z wdziękiem, że wszystko mu wybaczam. Lekturę "Ostatniego Olimpijczyka" starałam się jak najbardziej przedłużać, co sporo mnie kosztowało, bo najchętniej pochłonęłabym ją na raz. Częściowo mi się udało, chociaż i tak uważam, że jego książki są za krótkie - czyta się je tak szybko i przyjemnie, że 300 stron ucieka nam w wręcz zastraszającym tempie.

Główni bohaterowie są w gruncie rzeczy całkiem zwyczajni, podobnych ludzi codziennie spotykamy na ulicach. Nie mają rozbudowanych portretów psychologicznych, to nie ten typ, ale są szalenie sympatyczni i od początku budzą w czytelniku pozytywne emocje. Jest i wątek miłosny, który wyjątkowo mi się podobał. Uczucie między bohaterami rozwija się powoli, w naturalny sposób miłość ewoluuje z przyjaźni. Nie wyczuwa się w nim żadnej sztuczności, naciągania, nie dostaniemy też przesłodzonych i wymuszonych scen miłosnych, które coraz częściej widuję w książkach młodzieżowych. Pamiętajcie jednak o tym, że jest to wątek raczej poboczny, więc nie ma co liczyć na wielki i niesamowity romans. Nie w tej książce.

Bardzo, naprawdę bardzo, lubię cały ten cykl, jednak mam wrażenie, że "Ostatni Olimpijczyk" był nieco gorszy od poprzednich części. Brakowało mi trochę napięcia podczas walk, miałam wrażenie, że bohaterom wszystko przychodzi wyjątkowo łatwo, bez większego trudu. Wydaje mi się, że w pozostałych tomach było więcej niepewności i choć i tak doskonale zdawaliśmy sobie sprawę, że w ogólnym rozrachunku wygrają, nie było to aż takie oczywiste.

Jednak pomimo tego lektura ostatniej części cyklu o Percym Jacksonie była dla mnie wspaniałą przygodą, a wszystkie pięć tomów wspominam naprawdę dobrze. Zazwyczaj nie czytam książek ze względu na autorów (dotyczy to nawet twórców moich ulubionych dzieł), ale dla pana Riordana zamierzam zrobić wyjątek, gdyż planuję przeczytać każdą książkę, jaka wyszła i w przyszłości wyjdzie spod jego pióra. A Wam naprawdę polecam cały cykl, mam nadzieję, że będziecie się przy nim bawić równie dobrze jak ja.