Tytuł: "Zabić drozda"Autor: Harper Lee
Wydawnictwo: POLITYKA Spółdzielnia Pracy
Liczba stron: 365
Data zakończenia czytania: 21.02.2014 r.
Ocena: 7/10
Bardzo ciężko pisać o książkach, które od wielu lat są uznane za arcydzieła. Ciężko powiedzieć cokolwiek nowego, jeszcze trudniej im coś zarzucić. Bo jak to wygląda, jeśli w powieści, którą zachwycają się wszyscy, coś Ci nie gra? Czy to z Tobą jest coś nie tak? Zaczynasz analizować, zastanawiać się, czy wszystko dobrze zrozumiałaś, czy był na nią odpowiedni czas i dlaczego pomimo wszystkich zalet wciąż coś Ci nie pasuje...
Miasteczko Maycomb nie różni się szczególnie od innych amerykańskich miasteczek. Jest nieduże, spokojne i pełne plotek. Istniejące tu społeczne podziały utrzymują się od wielu lat i nikt nigdy im się nie sprzeciwiał. Dziewięcioletnia Skaut i jej brat Jem są wychowywani przez szanowanego, choć już niemłodego adwokata - Atticusa Fincha. Beztroskie życie spędzali głównie na letnich zabawach wraz z Dillem, przyjacielem, który co roku odwiedza swoją ciotkę w Maycomb. Jednak pewnego dnia ich ojciec decyduje się podjąć obrony murzyna oskarżonego o gwałt na białej kobiecie. Jego zachowanie budzi wśród mieszkańców nie tylko spore kontrowersje, ale u niektórych wręcz wrogość.
Jeszcze przed przeczytaniem "Zabić drozda" tytuł ten kilka razy obił mi się o uszy. Planowałam go kiedyś przeczytać, ale wciąż odkładałam to na potem - nie czułam się gotowa na tę powieść. Niestety, chcąc, nie chcąc, musiałam się z nią zapoznać, gdyż widniała na długiej liście moich konkursowych lektur. Zasiadłam do niej z mieszanymi uczuciami, pełna niepewności. Co dostałam? Wyjątkową, wielowątkową pozycję, o bardzo ważnej tematyce, choć napisaną w zupełnie inny sposób niż sobie wyobrażałam.
Narratorką jest tutaj wspomniana wcześniej Skaut - żywa, inteligentna dziewczynka, trochę chłopczyca, od początku budząca sympatię. Osobiście spodziewałam się, że tę historię poznamy raczej z punktu widzenia Atticusa, ale teraz uważam, że postawienie w tej roli Skaut było jednak dobrym pomysłem. Dziecko patrzy na pewne sprawy inaczej, nie jest jeszcze "skażone" myśleniem dorosłych. Swego czasu książka ta zmieniła postawę społeczeństwa wobec dyskryminacji rasowej i chyba rozumiem dlaczego. Często nie zastanawiamy się na niektórymi sprawami, przyjmujemy je takimi, jakimi są, a dopiero wtedy kiedy przyjrzymy im się z bliska, dostrzegamy ich głupotę i niesprawiedliwość. Dziecko nie dzieli ludzi na czarnych, białych, lepszych, gorszych - patrzy na to, jacy są, nie na to co posiadają, jak mają na nazwisko czy skąd pochodzi ich rodzina. Wszelkie podziały, segregacja, dyskryminacja są wymysłem dorosłych, często bezpodstawnym.
Jednak "Zabić drozda" to nie tylko opowieść o rasizmie. To także opowieść o rodzinnej miłości, o uczciwości, ale też o okrucieństwie, które człowiek potrafi uczynić drugiemu człowiekowi. Znajdziemy tutaj wiele pięknych myśli, wiele mądrości, dopracowany język i wyrazistych bohaterów.
To naprawdę dobra i wartościowa książka, lecz... czegoś mi brakowało, nawet nie umiem dokładnie powiedzieć czego. Z perspektywy czasu widzę jej znaczenie, doceniam je, ale mimo wszystko nie potrafię się nią zachwycić. Mam wrażenie, że chodzi o okoliczności, w których zaczęłam ją czytać, że musiałam się zmieścić w określonym terminie, gdyby ktoś z komisji chciał zapytać akurat o nią. Niebagatelne znaczenie miał też fakt, że momentami, zwłaszcza na początku była ona raczej nudnawa. Ja rozumiem, że przedstawienie Maycomb i jego mieszkańców było ważne, ale uważam, że autorka poświęciła temu zbyt wiele miejsca. Cały proces pojawia się dopiero później i przez długi czas wydaje się mieć znaczenie raczej drugoplanowe. Muszę jednak przyznać, że sama rozprawa wciągnęła mnie tak mocno, że nie mogłam od niej oderwać nawet na lekcji, a zakończenie wbiło mnie w fotel. Pomimo tych wszystkich zalet, odczuwam jednak pewien brak, lecz jego przyczyn doszukuję się raczej w sobie, niż w samej książce. Nie chcę Was do niej zniechęcać, bo jest naprawdę potrzebna i warta uwagi. Problem jest w okolicznościach, nie w niej.
Zdecydowanie polecam, ale nie traktujcie jej jak ja (choć nie było to moją winą). Skupcie się nad nią, zastanówcie, nie żałujcie czasu. Wierzcie mi, ona naprawdę na to zasługuje. Osobiście zamierzam do niej wrócić, ale dopiero za jakiś czas.